Bitwa o rozświetlacz

lalasocilaclub_ilustracja

Nie ma nic złego w tym, że kiedy mam zły humor to lubię pochodzić sobie po ulubionej galerii handlowej. Joga, a nawet sesja u terapeuty nie relaksuje tak jak mierzenie nowej pary butów, na które poszłaby pewnie połowa mojej miesięcznej pensji.

Tamtego dnia postanowiłam zrobić zakupy kosmetyczne. Ciągłe kupowanie kolejnych szminek czy lakierów do paznokci to u mnie norma nawet w sytuacji, kiedy dawno skończyło się miejsce na łazienkowej półce. To wszystko wina urodowych blogerek, które zaczęły przekonywać nas, że peeling do ust czy 10 palet do makijażu oczu to rzeczy, które każda dziewczyna powinna mieć.

Skuszona magicznym rabatem – 50% na PRAWIE wszystko udałam się pospiesznie do drogerii. Musicie mi to wybaczyć- kiedy widzę obok siebie znaki „-„ i „%” moje serce zaczyna bić szybciej, a głowa jakby przestaje pracować. I mimo, że staram się myśleć racjonalnie i żyć w miarę oszczędnie, to wiele razy sama wpędziłam się w przysłowiowy kozi róg. Od początku tego roku nie mogłam powstrzymać się przed zakupem np. grubego swetra w renifery (przecena w lutym), sokowirówki (nie użyłam jej ani razu, ale przynajmniej kupiłam ją o 30% taniej) i dwóch krasnali ogrodowych (promocja 1+1).

„ A może pora nowy rozświetlacz” pomyślałam, przechodząc przez wielkie automatyczne drzwi w centrym handlowym. Każda dziewczyna powie Ci, że to cud kosmetyk. Po jego użyciu twarz wygląda tak świeżo i młodzieńczo, że nadaje się na okładkę najnowszego wydania „Teen Vogue”. To dzięki niemu będę mogła ukryć skutki nieprzespanej czy przepłakanej nocy. Niestety, od kiedy wykupiłam konto na Netflixie nie mogę zmusić się do wczesnego chodzenia spać. W końcu „Orange is The New Black” samo się nie obejrzy!

lalasocialclub_illustracja2

Po wejściu do sekcji z kosmetykami do makijażu doznałam prawdziwego szoku. Kilkanaście modnie ubranych babek przepychało się w ciasnej alejce, żeby tylko dostać ulubione mazidło w promocyjnej cenie. Z rąk wyrywały sobie pudry transparentne i legendarny róż francuskiej marki, który podobno nigdy się nie kończy. Z ich czerwonych ust healthymanviagra.com (posmarowanych pewnie szminką od Kylie Jenner) padały słowa, które pasowałyby bardziej facetom spod budki z piwem, niż laskom, które za swoje zdjęcia na Instagramie dostają setki lajków.

Byłam przerażona. Tę sytuację mogłabym przyrównać do słynnych w Internecie promocji karpia w jednym z supermarketów. Tyle, że przedmiotem, o który toczyła się bitwa była szminka reklamowana przez hollywoodzką aktorkę, a nie zwykła „smutna” ryba.

Czy tylko ja to zauważyłam?

Patrząc z boku na te dantejskie sceny zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie potrzebuję być w centrum tego zamieszania. Czy kupienie pokładu za 20 zł mniej jest warte tej całej błazenady? Czy nowy zestaw do konturowania twarzy jest mi tak bardzo niezbędny do życia? Czy dzięki nowemu bronzerowi w końcu będę wyglądać jak Ariana Grande?

Nie.

Nie.

I jeszcze raz NIE.

lalasocialclub_ilustracja3

Kogo ja chciałam oszukać? Rano ledwo udaje mi się uczesać włosy i nałożyć tusz na rzęsy, a co dopiero robić pełny makijaż prosto z youtube’owych tutoriali. Kiedyś nawet próbowałam wykonać make- up w stylu glamour, lecz mimo korzystania z filmu instruktażowego moja twarz przypominała bardziej smutnego klauna, niż Kim Kardashian.

Dobrze, że w porę się ocknęłam i nie wzięłam udziału w walce o rozświetlacz.

Może w końcu zacznę się wreszcie wysypiać?

Nie… po prostu poczekam do sezonu, w którym sińce pod oczami będą HOT.